Od początku, czym dla mnie jest hejting. Wg mnie, hejtowanie (w dzisiejszych czasach) to bezpodstawna krytyka wstępna. Np. hejtujesz jakiegoś muzyka za to w jakiej formie wyraża się artystycznie, choć przesłuchałeś tylko jeden jego album, i to ten z przed 5 lat. Ale widzisz, że wyszła świerza płyta, ale od razu napiszesz/powiesz/pomyślisz "chujowa!". Drugi przykład, jest typ gdzieś na imprezie, a ja go już w myślach wymyślam od najgorszych (mimo, że z nim ani przez chwilę nie zamieniłem słowa) tylko dla tego, bo np. rozmawia z moją dziewczyną. Tak poprostu. Ale kiedy przesłucham tą najnowszą płytę oraz pogadam z gościem na parę tematów, a Ty nadal twierdzisz, że ta płyta jak i artysta są chujowi oraz ja cały czas wrzucam gościowi, gdyż z rozmowy wynika, że jest zwykłym palantem, to w tym momencie kończy się hejting, a zaczyna podstawna krytyka, na którą mamy już pewne argumenty.
Aczkolwiek uważam, że jako ludzie, a zwłaszcza polacy, uwielbiamy hejtować. Bo tak. Głośna krytyka poprawia nam nastrój, a krytyka osoby trzeciej - w szczególności. Niezmiernie podobają mi się sytuacje, kiedy grupka kobiet jedzie po jakieś lasce, która właśnie w chodzi do knajpy/marketu/na imprezę, a połowa facetów się na nią ogląda. I wtenczas następuje grupowa konspiracja, której towarzyszą wypowiedzi w stylu "patrz, jakie ma krzywe nogi", "te buty są wogóle nie pod kolor paznokci" czy "napewno zrobiła sobie usta/cycki" (taa, "terefere").
Każdy z nas jest podatny na krytykę, jak i lubi czasem ponapierdalać sobie na innych. Taka, sztuka dla sztuki.
Dygresja, dziś na wykładzie usłyszałem, iż parę lat temu liczby pierwsze (takie, które dzielą się tylko przez 1 i samą siebie, przypomina Saddam) były jeszcze paredziesiąt lat temu uważane za sztukę dla sztuki. Ludzie wiedzieli, że są, ale nie znali dla nich jakiegoś konkretniejszego zastosowania. A dziś są podobno najważniejszym elementem we wszelkich systemach szyfrowania, w tym w tych co macie na stronach banowych.
No, także tak... z tą sztuką dla sztuki.
A może by tak jeszcze coś wspomnieć przy okazji takich rozkmin apropo performansów. Mój przyjaciel, przy rozmowie przy piwku, opowiedział mi następującą przypowieść z życia wziętą, a mianowicie w pewnym mieście w Polsce, pewna artystka postanowiła przeczołgać w centrum miasta z punktu A do puntku B. Tak poprostu. Oczywiście ludzie napoczątku patrzyli na nią, jakby była pierdolnięta. Poźniej zaczęli jej kibicować i bić brawo. A na końcu przyjechała policja i ją zgarnęła (hejting?). I tym pozytywnym zakończeniem będziemy kończyć.
SSCURWIEL
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz