czwartek, 23 lutego 2012
Nie lubie grać na nie swoim mixerze
To tak jakbym jeździł cudzym samochodem. Ok, jest ładny, nowy, ma super przyspieszenie, ale nie wiem gdzie się włącza światła awaryjne ani jak się uruchamia wycieraczki. Pozatym nie jest mój to nie wiem jak się zachowuje na śliskiej nawierzchni. Dlatego wolę swój stary, sprawdzony mixer z cięzkim crossfaderem i bez możliwości wyciszenia środka ścieżki. Ale jest prosty, jest mój i znam go na wylot. No i kiedyś skreczował na nim sam Qbert.
wtorek, 21 lutego 2012
Każdy walczy o szacunek
... w bardzo różny sposób, ale każdy z nas stara się go zdobyć. Niektórzy w uliczny sposób w bezpośrednim starcu na pięsci pokazują kto tu jest silniejszy i kogo należy się bać (czyt. szanować), inni w sposób artystyczny, malują, wystawiają się, pokazują swoje najlepsze prace, które ze ściany krzyczą "podziwiajcie naszego autora, to wizjoner (czyt. szanujcie go)". Niektórzy zdobywają respekt w sposobie wymieszanych z dwóch powyższych przykładów, tańcząc na parkiecie, patrząc prosto w oczy przeciwnikowi robiąc niesamowitego seta wygrywa walkę (czyt. wygrywa szacunek). Niektórzy obierają nieco inny kierunek i wyjeżdzają z salonu nową Mazdą, za którą odwraca się połowa ulicy i mówi cicho pod nosem "wow". Nie mam nic przeciwko tego typu zachowaniom o ile człowiek zarobił na ten samochód samodzielnie ciężką pracą, a nie wziął $$$ tatusia. Mnie cholernie motywują piątki czy też dobre słowa na temat mixtapów czy granych imprez. Zajebiście mnie to napędza do rozwoju i powoduje u mnie krążące po głowie napisy "chce więcej! chce lepiej!". Ktoś powie, że to narcyzm. Uważam, że odrobina narcyzmu, jeśli tylko napędza do działania, jest wręcz zbawienna. Tak więc grajmy o respekt, zdobywajmy go ciężką pracą i idźmy cały czas do przodu nie patrząc za siebie.
sobota, 18 lutego 2012
Puma
Kiedyś strasznie jarałem się tym wideo. Teraz ktoś wrzucił to na tablicę, więc ja zamieszczam filmik na blogu aby mi nigdzie nie uciekł.
środa, 1 lutego 2012
To jest Wankz?!
Pierwszy raz wypowiedziane słowa „Nie wierzę!” miały miejsce, kiedy przeczytałem nagłówek na CGMie, że ktoś zrobił video wywiad z Panem Wanksem. I to 48 minut! Z gościem chyba nigdy nie udało mi się przeczytać żadnego wywiadu, ani go nawet zobaczyć. I tu się pojawia po raz drugi termin „nie wierzę”. Wankej, to naprawdę ty? Zawsze przesłuchując Dinala wyobrażałem sobie Ciebie jako, wielkiego typa, który zasuwa na siłkę i wcina zdrowe kanapki. Na to wskazywała Twoja barwa głosu. Odkąd obejrzałem ten wideo-wywiad jakoś inaczej podchodzę do tych płyt… są jeszcze lepsze! Gość ma wręcz nieziemskie podejście do każdej sprawy. A wypowiedź „przez lata najlepszyk polskim wersem był tekst Zipów Natomiast, Pono, Fu i Koraz” cały czas siedzi mi w głowie. Jest to kolejny wywiad, który warto obejrzeć w całości, któremu warto poświęcić 1/24 naszej doby.
Ach, no i sprawdźcie jaki patent zamieścił na wosku!
Ach, no i sprawdźcie jaki patent zamieścił na wosku!
Uważaj, możesz zostać najgorzej ubraną osobą na imprezie
Normalna osoba kiedy usłyszy pokaz mody myśli sobie „o, a ciekawe jakiego projektanta? Ciekawe jaka kolekcja? A To się trzeba ładnie ubrać”. Ja kiedy usłyszałem termin pokaz mody pomyślałem „kurde, co by tu zagrać? Czy to się będzie nadawało? Czy ten numer będzie miał odpowiednią dynamikę?”. I tym sposobem człowiek budzi się w połowie imprezy zamkniętej dla mniejszych czy większych szych/vipów, patrzy na ich eleganckie marynarki, piękne sukienki czy żydowskie czapki i myśli „zaraz, ja przecież zapierdalałem przez cały dzień w tym co mam na sobie”. I tak obczajam swoje zimowe, ujebane buty, 5-cio letnie, wytarte sztruksy i t-shirt, czarny. Z jednej strony nie ma tutaj gorzej ubranej osoby ode mie, a z drugiej strony to oni muszą się męczyć przez te parę godzin z funkiem, który serwuję do ich uszu. Zdecydowanie bardziej odpowiada mi moja pozycja. Poza tym budzi lekki uśmiech na twarzy widok gościa, który jest nieustannie sterowany słuchawką blutututu, a jednak bucik sam wytupuje właściwy rytm dla utworu, który właśnie leci spod igły.
Nie kupujcie ciuchów tylko płyty! Ubierajcie Się W Winyle!!
Nie kupujcie ciuchów tylko płyty! Ubierajcie Się W Winyle!!
piątek, 27 stycznia 2012
Wywiad z 20syl (Hocus Pocus)
Wywiad, który jest pozycją obowiązkową dla każdego słuchacza muzyki niekomercyjnej. A kim jest 20styl? Człowiekiem renesansu. To fransuski wokalista, kompozytor, założyciel zespołu Hocus Pocus, grafik, beat maker, dj, artysta. Człowiek, który umie zagrać niemal na każdym instrumencie, członek dj'skiego zespołu C2C, z którym zdobył czterokrotnie mistrzostwa świata, osoba która sama produkuje własne instrumenty, aby wydobyć z nich potrzebne dźwięki. Sam tworzy wszystkie podkłady muzyczne, które dopiero później odgrywa zespół na żywo. Osoba posiadająca niesamowity wokal jak i niezliczoną ilość oryginalnych pomysłów i patentów muzycznych. Koniecznie obejrzyjcie wywiad z osobą, która powinna byś inspiracją dla każdego z nas.
Parę słów o Hocus Pocus zaporzyczonych gdzieś z głębi internetu:
"Hocus Pocus to hiphopowo-jazzowa grupa powstała w 1995 roku we Francji. Ich muzyka to połączenie hiphopu, jazz'u, soul'u i funk'u. Wszystko zapoczątkował raper 20syl, gdy w wieku 17 lat wydał swój pierwszy mixtape. początkowo grupa składała się z dwóch MC i DJa, z czasem dołączyli do niej muzycy - Herve (gitara basowa), David (gitarzysta i wokalista), Antoine (perkusja), Matthieu (pianino) oraz DJ Greem. Hocus Pocus jest często nazywana europejskim odpowiednikiem The Roots, czy Tribe Called Quest. Ich muzyka nie ogranicza się jedynie do rapu, inspiracją był dla nich Serge Gainsbourg, Donny Hathaway, czy Miles Davis. W 2005 roku wydali swój pierwszy album "73 Touches", który błyskawicznie odniósł rynkowy sukces. Szybko zyskali wielu słuchaczy zainteresowanych połaczeniem języka francuskiego z angielskim, oraz elementów akustycznych i elektroniczych. Po dwóch latach nieustających koncertów podpisali kontrakt z wytwórnią Universal/Motown.
W 2007 roku wydali album "Place 54" będący połączeniem ich pracy w studio z nagraniami koncertowymi. Zawierał między innymi hit "Smile". Album ten jest bardzo różnorodny muzycznie, zawiera elementy soulowe zmiksowane z funkiem, afrykańską muzyką i jazzem. Bez wątpienie dj'ing jest bardzo mocną stroną ich muzyki, o czym świadczy zdobycie przez 20syl'a i jego kwartetu dj'skiego C2C mistrzostwa świata na zawodach DMC cztery razy z rzędu. W marcu 2008 Hocus Pocus zostali nominowani do przyznawanej corocznie nagrody "Victoires de la Musique". W 2010 wydali swoje najważniejsze dzieło "16 Pieces". Każdy z szesnastu utworów ma własną specyficzną atmosferę, a wszystkie razem tworzą unikalną muzyczną układankę. Nagrane w domowym studio 20syl'a "16 Pieces" nawiązuje do chęci zatrzymania czasu, zawiera polityczne oskarżenia i humorystyczne refleksje na temat społeczeństwa. Hocus Pocus porywają publiczność swoją twórczością. Ich prawdziwa historia jest opowiadana na scenie z udziałem wielu gości i niespodzianek..."
A na koniec wideo.
Parę słów o Hocus Pocus zaporzyczonych gdzieś z głębi internetu:
"Hocus Pocus to hiphopowo-jazzowa grupa powstała w 1995 roku we Francji. Ich muzyka to połączenie hiphopu, jazz'u, soul'u i funk'u. Wszystko zapoczątkował raper 20syl, gdy w wieku 17 lat wydał swój pierwszy mixtape. początkowo grupa składała się z dwóch MC i DJa, z czasem dołączyli do niej muzycy - Herve (gitara basowa), David (gitarzysta i wokalista), Antoine (perkusja), Matthieu (pianino) oraz DJ Greem. Hocus Pocus jest często nazywana europejskim odpowiednikiem The Roots, czy Tribe Called Quest. Ich muzyka nie ogranicza się jedynie do rapu, inspiracją był dla nich Serge Gainsbourg, Donny Hathaway, czy Miles Davis. W 2005 roku wydali swój pierwszy album "73 Touches", który błyskawicznie odniósł rynkowy sukces. Szybko zyskali wielu słuchaczy zainteresowanych połaczeniem języka francuskiego z angielskim, oraz elementów akustycznych i elektroniczych. Po dwóch latach nieustających koncertów podpisali kontrakt z wytwórnią Universal/Motown.
W 2007 roku wydali album "Place 54" będący połączeniem ich pracy w studio z nagraniami koncertowymi. Zawierał między innymi hit "Smile". Album ten jest bardzo różnorodny muzycznie, zawiera elementy soulowe zmiksowane z funkiem, afrykańską muzyką i jazzem. Bez wątpienie dj'ing jest bardzo mocną stroną ich muzyki, o czym świadczy zdobycie przez 20syl'a i jego kwartetu dj'skiego C2C mistrzostwa świata na zawodach DMC cztery razy z rzędu. W marcu 2008 Hocus Pocus zostali nominowani do przyznawanej corocznie nagrody "Victoires de la Musique". W 2010 wydali swoje najważniejsze dzieło "16 Pieces". Każdy z szesnastu utworów ma własną specyficzną atmosferę, a wszystkie razem tworzą unikalną muzyczną układankę. Nagrane w domowym studio 20syl'a "16 Pieces" nawiązuje do chęci zatrzymania czasu, zawiera polityczne oskarżenia i humorystyczne refleksje na temat społeczeństwa. Hocus Pocus porywają publiczność swoją twórczością. Ich prawdziwa historia jest opowiadana na scenie z udziałem wielu gości i niespodzianek..."
A na koniec wideo.
Hocus Pocus Feat. Oxmo Puccino - Clip "Equilibre" from On and On on Vimeo.
środa, 25 stycznia 2012
Koncert Małpy w Kielcach
Każdy z nas jest hejterem
Od początku, czym dla mnie jest hejting. Wg mnie, hejtowanie (w dzisiejszych czasach) to bezpodstawna krytyka wstępna. Np. hejtujesz jakiegoś muzyka za to w jakiej formie wyraża się artystycznie, choć przesłuchałeś tylko jeden jego album, i to ten z przed 5 lat. Ale widzisz, że wyszła świerza płyta, ale od razu napiszesz/powiesz/pomyślisz "chujowa!". Drugi przykład, jest typ gdzieś na imprezie, a ja go już w myślach wymyślam od najgorszych (mimo, że z nim ani przez chwilę nie zamieniłem słowa) tylko dla tego, bo np. rozmawia z moją dziewczyną. Tak poprostu. Ale kiedy przesłucham tą najnowszą płytę oraz pogadam z gościem na parę tematów, a Ty nadal twierdzisz, że ta płyta jak i artysta są chujowi oraz ja cały czas wrzucam gościowi, gdyż z rozmowy wynika, że jest zwykłym palantem, to w tym momencie kończy się hejting, a zaczyna podstawna krytyka, na którą mamy już pewne argumenty.
Aczkolwiek uważam, że jako ludzie, a zwłaszcza polacy, uwielbiamy hejtować. Bo tak. Głośna krytyka poprawia nam nastrój, a krytyka osoby trzeciej - w szczególności. Niezmiernie podobają mi się sytuacje, kiedy grupka kobiet jedzie po jakieś lasce, która właśnie w chodzi do knajpy/marketu/na imprezę, a połowa facetów się na nią ogląda. I wtenczas następuje grupowa konspiracja, której towarzyszą wypowiedzi w stylu "patrz, jakie ma krzywe nogi", "te buty są wogóle nie pod kolor paznokci" czy "napewno zrobiła sobie usta/cycki" (taa, "terefere").
Każdy z nas jest podatny na krytykę, jak i lubi czasem ponapierdalać sobie na innych. Taka, sztuka dla sztuki.
Dygresja, dziś na wykładzie usłyszałem, iż parę lat temu liczby pierwsze (takie, które dzielą się tylko przez 1 i samą siebie, przypomina Saddam) były jeszcze paredziesiąt lat temu uważane za sztukę dla sztuki. Ludzie wiedzieli, że są, ale nie znali dla nich jakiegoś konkretniejszego zastosowania. A dziś są podobno najważniejszym elementem we wszelkich systemach szyfrowania, w tym w tych co macie na stronach banowych.
No, także tak... z tą sztuką dla sztuki.
A może by tak jeszcze coś wspomnieć przy okazji takich rozkmin apropo performansów. Mój przyjaciel, przy rozmowie przy piwku, opowiedział mi następującą przypowieść z życia wziętą, a mianowicie w pewnym mieście w Polsce, pewna artystka postanowiła przeczołgać w centrum miasta z punktu A do puntku B. Tak poprostu. Oczywiście ludzie napoczątku patrzyli na nią, jakby była pierdolnięta. Poźniej zaczęli jej kibicować i bić brawo. A na końcu przyjechała policja i ją zgarnęła (hejting?). I tym pozytywnym zakończeniem będziemy kończyć.
Aczkolwiek uważam, że jako ludzie, a zwłaszcza polacy, uwielbiamy hejtować. Bo tak. Głośna krytyka poprawia nam nastrój, a krytyka osoby trzeciej - w szczególności. Niezmiernie podobają mi się sytuacje, kiedy grupka kobiet jedzie po jakieś lasce, która właśnie w chodzi do knajpy/marketu/na imprezę, a połowa facetów się na nią ogląda. I wtenczas następuje grupowa konspiracja, której towarzyszą wypowiedzi w stylu "patrz, jakie ma krzywe nogi", "te buty są wogóle nie pod kolor paznokci" czy "napewno zrobiła sobie usta/cycki" (taa, "terefere").
Każdy z nas jest podatny na krytykę, jak i lubi czasem ponapierdalać sobie na innych. Taka, sztuka dla sztuki.
Dygresja, dziś na wykładzie usłyszałem, iż parę lat temu liczby pierwsze (takie, które dzielą się tylko przez 1 i samą siebie, przypomina Saddam) były jeszcze paredziesiąt lat temu uważane za sztukę dla sztuki. Ludzie wiedzieli, że są, ale nie znali dla nich jakiegoś konkretniejszego zastosowania. A dziś są podobno najważniejszym elementem we wszelkich systemach szyfrowania, w tym w tych co macie na stronach banowych.
No, także tak... z tą sztuką dla sztuki.
A może by tak jeszcze coś wspomnieć przy okazji takich rozkmin apropo performansów. Mój przyjaciel, przy rozmowie przy piwku, opowiedział mi następującą przypowieść z życia wziętą, a mianowicie w pewnym mieście w Polsce, pewna artystka postanowiła przeczołgać w centrum miasta z punktu A do puntku B. Tak poprostu. Oczywiście ludzie napoczątku patrzyli na nią, jakby była pierdolnięta. Poźniej zaczęli jej kibicować i bić brawo. A na końcu przyjechała policja i ją zgarnęła (hejting?). I tym pozytywnym zakończeniem będziemy kończyć.
wtorek, 17 stycznia 2012
60cio sekundowe SSCurwiele
DJ Kay Slay zebrał paru najszybszych czarnuchów zza oceanu i umięscił na jednym tracku. Fakt goście są niesamowici. Ciekawe czy są tak samo szybcy w łóżku, hehe.
czwartek, 12 stycznia 2012
Kutiman & Sad Man - Music Is Scratching My World (teledysk)
Nagrywaliśmy ten shit przez 3 podejścia po parę godzin, następnie selekcja ujęć wyrwała mi z życiorysu parę wieczorów. Następne wieczory spędziłem na nakładaniu efektu bieli. Kiedy to się udało, praca nabrała tempa. Trzy doby na montażu ujęć, efektów, całości. Kolejne dwa popołudnia męki z renderingiem. No i jest. Jestem dumny z tego projektu. Elegancko zamyka całość związaną z mixtapem. Teraz mała przerwa i idziemy do przodu. Oczywiście w głowie siedzą kolejne 3 patenty na mixtapy, 2 na obraz, jedna okładka i jeszcze całkiem pokaźna liczba innego gówna. Czas pokaże, co się uda osiągnąć, kiedy i z jakim skutkiem.
BTW ogromne podziękowania dla dziewcząt, które użyczyły swojego wizerunku do tego projektu. Bez was to wideo nie byłoby tym, czym jest. Big Up!!
poniedziałek, 19 grudnia 2011
poniedziałek, 12 grudnia 2011
niedziela, 11 grudnia 2011
Tramwaj
Ciekaw jestem czy zauważyliście jedną prawidłowość, mianowicie, że muzyka w dzisiejszych czasach jest tylko tłem? Podkładką? Siedzimy z kimś przy wódce, czy też pracujemy nad czymś w domu, bardzo często w tym czasie gdzieś leci sobie nasza ulubiona muzyka. "Gdzieś sobie lecie" - tu jest problem. Jako świadomi odbiorcy nie skupiamy się na niej dostatecznie. Zwracamy większą uwagę gdy usłyszymy ulubiony wers, wejdzie dobry break down czy zdarzy się coś innego ciekawego w utworze. Kiedy ściągacie nową płytę artysty na którego materiał czekaliście od dawna (powinno być KUPUJECIE, ale kto dziś kupuje w ciemno płyty muzyczne? Ba, kto w ogóle dziś kupuje płyty. Jak mnie to wkurwia...) to jak bardzo się na tym skupiacie? Włączacie player, kładziecie się na łóżku/rozsiadacie się wygodnie w fotelu, zamykacie oczy i chłoniecie całym ciałem twórczość artysty? Wątpię. Czy kiedykolwiek na zadane pytanie "Co robiłeś wczoraj wieczorem?" usłyszeliście odpowiedź "cały wieczór słuchałem muzyki". I tyle! Nie więcej, nic poza tym. Nie, dziś się robi sto rzeczy na raz. Pracuje się, uczy się, pisze się z kimś, gra w gry przez internet i dodatkowo słucha się muzyki. Kiedyś "słuchanie muzyki było zajęciem samym w sobie" (słowa Jeremy'iego Clarkson'a). I powiem wam szczerze, że m.in. dlatego lubię tramwaje. Wsiadając w tramwaju mam spokojnie pół godziny dla siebie, na przemyślenia, na skupienie. Nie rozprasza mnie internet, znajomi czy cokolwiek innego. Mogę te parędziesiąt minut poświęć w 100% np. na muzykę. Włączam na odtwarzaczu płytę wykonawcy (całą płytę! A nie tylko 3 ulubione numery. Aby ocenić cały album artysty trzeba go zawsze słuchać w całości, aby zinterpretować przekaz zawarty w całości), patrzę w krajobraz za oknem i rozkminiam. Rozkmniniam bit i jego wszystkie sample słyszalne dla mojego ucha na słuchawkach. Rozkminiam tekst. Dobrą zabawą jest wyszukiwanie, w którym momencie np. raper który nagrywa n-ty legalny krążek i jest dobry technicznie "wyjebał się", czyli że coś mu np. nie siadło do bitu. Nie jest to prosta rzecz, ale każdemu jakaś mała wpadka może się zdarzyć. I niema szans wychwycić tego słuchając muzyki i "klikając z kimś na fejsie". Tramwaj jest również dobrym miejscem na czytanie książki. Przeważnie jest dość cicho, a półgodzinna podróż mija nim przeczytasz do końca rozdział. I człowiek czuje, że te 30 siedzących minut nie poszło na marne. Moja mama mówi, że lubi tramwaje, ponieważ kojarzą się jej z przeszłością. Że w nich czas leci wolniej. Może coś w tym jest. Ja w nich uwielbiam to, że omijają wszystkie korki. Natomiast nie cierpię, że kiedy zepsuje się jeden, to 20 za nim nie może go ominąć. Powinni zrobić jakieś dodatkowe tory do wyprzedzania czy coś. No i wiadomo, wszystkie siedzenia przodem do kierunku jazdy, aby babcie nie musiały się przesiadać co chwilkę.
środa, 7 grudnia 2011
Subskrybuj:
Posty (Atom)

