Możesz wydawać złote płyty, być turbo skreczerem, możesz mieć wielu fanów i ziomków, możesz robić naprawdę dobrą robotę, ale jeśli nie „dżemisz” to jest naprawdę słabo. Dla mnie osobiście luźne sesje spontaniczno – nagrywkowe są jedną z piękniejszych rzeczy (na świecie). Klimat luzu i chillout’u (czy to nie jest to samo znaczenie?), pomysłów i zabawy, śmiechów i rozmów. Miałem kiedyś kilkukrotnie przyjemność ustawiać się z Makarym na hip hopowe sesje. Obaj po pracy, późny wieczór. Ustawka u mnie, parę piwek, krótka gadka „co tam u Ciebie” i jazda z vinyla! Kilka godzin zawsze strzelało w mgnieniu oka. Niesamowicie przyjemnie spędzony czas. Aktualnie od czasu do czasu zdarza mi się spotkać w studio z Antonem i Cantoną, aczkolwiek tutaj mamy pewną robotę do wykonania i nie zawsze możemy sobie pozwolić na maksymalny luz to i tak zawsze jest to bardzo dobrze spędzony czas. Ostatnio miałem przyjemność jam’ować z Decem. Świetna sprawa, sporo się nauczyłem, klimat gęsty w pokoju gdzie postawialiśmy mikrofony, mpctki, gramofony, mixery. Sesja, rozmowa, sesja, rozmowa, sesja, alkohol itp, itd. Człowiek wraca o pierwszej w nocy do domu z niedosytem typu „ponapierdalałbym jeszcze”.
Róbmy hip hop, nie róbmy dissssów.
SSCURWIEL
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
i żywe instrumenty do tego i jam pełną gębą ;)
OdpowiedzUsuń