
SSC - czyli ekipa której członkowie są rozsiani po paru miastach w Polsce, takich jak Olkusz, Śląsk czy Kielce. Miasta te nie leżą zbyt blisko siebie, więc niestety ciężko jest skrzyknąć wszystkie osoby w jednym miejscu. Ale na szczęście to się nam udało. Mój trip rozpoczął się 20 marca, kiedy to rankiem wsiadłem w pociąg osobowy który miał mnie dowiedź do Gliwic, szkoda tylko że z przesiadką w Częstochowie. No ale podróż minęła względnie dobrze, brak możliwości "otworzenia gęby" to znajomej osoby rekompensowała mi muzyka oraz graffiti za oknem. Na dworcu w Gliwicach już czekał na mnie mój człowiek z ekipy BBoy Coval, z którym to od razu udaliśmy się na trening do Zabrza. Swoją drogą dobrze jest czasem zobaczyć jak trenuje inna ekipa w innym mieście, gdyż jak wiadomo każdy ma swoje treningi, oraz swoje sposoby na progres. Niestety, z mojej strony trening był słaby, byłem zmęczony tą ponad pięcio godzinną podróżą. Po treningu pożywna strawa i wyruszyliśmy na podbój Gliwic.

Następnego ranka, bladym świtem musieliśmy wstać aby dostać się pociągiem do Katowic, gdzie byliśmy umówieni z BBoy'em Gałą, a w trójkę busem udaliśmy się do Olkusza, gdzie z kolei odebrał nas BBoy Kinder. Ogarnęliśmy szybko biedronkę w celu lekkiego pożywienia się i dalej na trening. Ćwiczyliśmy na stosunkowo niewielkiej salce, która była wyjątkowo klimatyczna! Był dobry, czysty, miękki parkiet i wystarczająco miejsca na parę osób. Czego więcej może chcieć bboy? Oczywiście dobrego funku oraz brejków! Tego również nie zabrakło. Z czasem dołączali do nas kolejne osoby z naszej ekipy, czyli kolejno Arek, Dąbek i na końcu Kuśtyk. Ekipa była zasadniczo w komplecie. Na sali spędziliśmy ponad 5h! Był to naprawdę owocny trening, obfitujący w nowe rozkminy, szlif stylu oraz wymia

nę swojego zdania na temat treningów jak i tańca. Było naprawdę gruuuubo. Potem pizza na mieście i uderzyliśmy z buta do miejscowego MDKu, gdzie koncert miał grać Pezet. Wstępnie mieliśmy tam tańczyć na pokazie, ale jak to zwykle bywa coś poszło nie tak. Lekko wnerwieni poszliśmy zrobić "rozróbę". No i w ten sposób wywalczyliśmy wejściówki za free. BTW, czekam na czasy kiedy naprawdę organizatorzy zaczną szanować bboy's. Nie dość, że rzadko zdarzają się pokazy za pieniądze, to jeszcze ile razy trzeba było świecić tyłkiem przed publicznością, bo nie było dla nas żadnej przebieralni. Wracając do tematu, poszliśmy na backstage przebrać się. I do tego miejsca nie można się przyczepić, sporo miejsca, kanapy, no i najważniejsze że było miejsce aby poczesać sety. Przed pokazem tańczyliśmy chyba ze 2 godziny, a co do sa

mego pokazu to wiadomo. Ludzie którzy nie mają bladego pojęcia o bboy'ingu, cieszący się bo ktoś "stanie na głowie" albo "zrobi wiatraki". Ale mimo wszystko z pokazu jestem zadowolony, zrobiliśmy show, zjebek nie było, no i najważniejsze że znowu mieliśmy okazję wszyscy razem wspólnie potańczyć. Po nas wszedł Pezet, który rozbujał lokalną młodzież do granic możliwości. Mi osobiście koncert się średnio podobał, nie miał tak zwanego pierdolnięcia. Po koncercie udaliśmy się jakąś większą gromadą (do dziś nie wiem s

kąd wzięli się Ci ludzie) na piwo. Trochę pomarzliśmy wszyscy, no i w raz z Kinderem udaliśmy się do jego domu, aby zregenerować siły i może w końcu się wyspać? Plan się średnio udał, ponieważ już po 9 rano miałem pociąg do Kielc. Już nawet nie pamiętam dokładnie o której byłem w domu, ale chyba jakoś po 11. No i tak zakończył się Swifty Sneakers Tour Part One. Pozdrawiam z tego miejsca całą moją ekipę, ludzi zajawionych w tańcu oraz w pięknej, PRAWDZIWEJ kulturze Hip Hop. Róbmy swoje, a rozwój przyjdzie sam.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz