SSCURWIEL
niedziela, 13 czerwca 2010
Stc
Już kiedyś znalazłem się w Starachowickiej Orbicie, wtedy jako niedoświadczony bboy, teraz jako niedoświadczony dj. Kiedyś Vasquez grał na stole bilardowym, teraz ja grałem na blacie baru, więc i tu się wiele nie zmieniło. Ale jak na dość polowe warunki imprezę wspominam dość dobrze. Mimo tego, że mikrofony sprzęgały i w czasie koncertów przerywały gdzieś styki i bit nie dochodził do głośników to i tak było śmiesznie, i tak było fajnie. Nikt nie miał zastrzeżeń co do mojej roboty (choć błędów popełniłem masę, ale mądry przemilczy a głupi nie zapyta bo myśli że tak ma być). Ogólnie byli młodzi bboy's, były pijane kółeczka, były rap (ciężkie) nawijki, był beat box, były szmule i tanie browary. A i vinyle stały tuż pod półką z wódką, co podnosiło wartość (zarówno płyt jak i wódy). Ogólnie było śmiesznie, aczkolwiek sympatycznie i w miarę możliwości chętnie wrócę "na Orbitę". Hoł!
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz