SSCURWIEL
wtorek, 29 czerwca 2010
Płyty
Czasem sam nie wierzę jak bardzo poprawia mi humor kupowanie płyt z muzyką, czy to 12 calowych, woskowych krążków czy też małych, z zapisem cyfrowym płyt CD. Jest to chyba jedyny stan ducha kiedy jestem stosunkowo blisko ze stanem ducha (a może własnie bardziej ciała) kobiety, która wraca z centrum handlowego obładowana siatami z masą koszulek, sukienek, 13 par butów i pięknej apaszki, która jest jej chuja potrzebna, ale "będzie ładnie pasować do tego czarnego żakietu". Tyle, że dla mnie wielkim centrum handlowym są takie kanciapy jak Side One, Rezerwat Vinyli czy Music Corner. Ten dreszcz emocji kiedy płaci się ostatni pieniądz za krążek, który dobrze się zna, który lata w ipodzie od paru lat, ale jest wreszcie twój, masz go w wersji fizycznej, oglądasz jego poligrafię i możesz wyjąć płytę i wrzucić ją do wierzy lub położyć ją na gramofonie. I przesłuchać jeszcze raz, ale w jakże inny sposób. I po odsłuchu odłożyć na półkę czy do case, aby dołączyła do kolegów i koleżanek. Piękności kapusta. Zawsze uwielbiałem wracać z Krakowa lub Warszawy do Kielc pociągiem i spoglądać do góry, siedząc w przedziale i wiedząc, że nad głową jest nowa muzyka, ahhh. Od paru miesięcy odkładam zakup nowych spodni na rzecz nowych płyt. Niedawno nabyłem nowe funkowe single, które mają niesamowitą moc, która to przechodzi na człowieka z każdym kolejnym odsłuchem ze zdwojoną siłą, teraz wracam z trzema wydaniami mixtapów Rap History Warsaw odpowiednio z rocznikami '87, '88, '89. A spodni jak nie było tak niema. Mam nadzieję drodzy czytelnicy, że macie zupełnie tak samo jak ja.
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz