SSCURWIEL

czwartek, 31 marca 2011

Ten Typ Mes "Otwarcie"

Niesamowicie mocny kawałek wybrał Mes na pierwszy singiel swojego trzeciego solo. Od dawna wiadomo, że Typ ma swój bezkompromisowy styl w pisaniu tekstów i tym kawałkiem tylko to potwierdza. Jest dużo emocji, jest dużo przeżyć, jest prawda powiedziana prosto w ryj. Są rzeczy, których w życiu bym się nie spodziewał w oficjalnym numerze. Nie wystarczy przesłuchać raz kawałka, aby go zrozumieć. Potrzeba naprawdę parokrotnie się wsłuchać, aby wyłapać wszystkie "smaczki", które Mes nam serwuje. Słuchajcie ze zrozumieniem!

czwartek, 24 marca 2011

J Dilla- Love Jones

Po prostu muszę sobie zapisać ten track w cyfrowym pamiętniku aby o nim nie zapomnieć

środa, 23 marca 2011

Ten Typ o Nate Dogg'u

Tekst poniżej jest kopią artykułu Mesa ze strony www.alkopoligamia.com uważam, że każdy powinien go przeczytać. O ile nie czytał.

"Świat hip hopu ucierpial", "Całe rapowe środowisko poniosło nieodżałowaną stratę" - te i podobne opinie słyszałem w ostatnich dniach wielokrotnie. Nie oddają całej prawdy. Nate Dogg był wielki.
Nathaniel „Nate dogg” Hale 1969 - 2011

Odmienił oblicze rapu, fakt, ale wyjąwszy go z hiphopowego kontekstu mamy do czynienia z artystą kompletnym. Z wokalem, który nie miał sobie podobnych. Precyzyjnie cięte słowa, niemal żadnych westchnień czy okrzyków w tle, pełna dyscyplina przed mikrofonem - Hale operował głosem w sposób, spod którego prześwitywała trzyletnia służba w US Marines.

Drogę do sławy (nie popularności - sławy !) torował sobie między twardymi łokciami gangsta raperów. Soulowe wokalizy i przystępne, choć nigdy infantylne melodie to dość egzotyczna przyprawa do historii o mordowaniu funkcjonariuszy LAPD. Kalifornijskie słońce nie pozwalało jednak spinać się nazbyt długo i dla wszystkich wyznawców g-funku wkrótce stało się jasne, że bez dobrego, śpiewanego refrenu na dłuższą metę robi się nudno. A Nate Dogg był pionierem takich rozwiązań.

Postawa Clinta Eastwooda, wiecznie ten sam wyraz twarzy i gangsterski etos kontrastowały ze wszystkim, co dotychczas widział i słyszał pościelowy rhytm and blues. Z drugiej strony Nate, jak każdy człowiek obdarzony talentem, czasem odsłaniał swoją wrażliwą stronę; jak wtedy, gdy śpiewał "I'm just a man scared of love/that's why I don't have a lady", "Anyone who feels that I ain't been hurt enough/You best duck or get stuck/Cos man I been hurtin for months" czy "I need me a bitch/just to make my ex feel mad" (Nathaniel, zdawałoby się mistrz opanowania, podpalił niegdyś w szale dom swojej byłej kobiety).

Jakieś dwa miesiące temu spreparowałem dwie różne wersje zwrotek poświęconych mojemu "hero". Udowadniałem jego wpływ na mnie, wspominałem, jak pierwszy raz usłyszałem go wraz z Dogg Pound w 1998 r. Przekonywałem, że to wokalna potęga, która zdarza się raz na 3 dekady.

Żadna kombinacja wersów nie zbliżała się jednak do precyzyjnego odwzorowania moich emocji. W dniu, w którym pisałem o Nate Doggu pod blok podjechał mój kumpel, dudniąc g-funkiem od Mistrza. Wsiadłem do samochodu i w dziwnej konfiguracji kaca, zamułki i głodu dźwięków poczułem ukłucie wzruszenia. Pomyślałem o "king of g-funk, the one and only"; jak leży gdzieś pod Los Angeles przykuty do łóżka po dwóch udarach, odpowiada spojrzeniem w górę na pytanie "czy chce mu się pić". Smutek przemożny ogarnął mnie i wiedziałem już, że nie dość przenikliwe obserwacje wylecą razem z obiema zwrotkami do kosza. Że mogę poradzić sobie z pisaniem o "ludziach mi bliskich" - takich, jak Pjus czy moja przyjaciółka od 20 lat - a z jakiegoś powodu nie potrafię wypowiedzieć się nt. najważniejszego dla mnie wokalisty. Artysty, który przeleżał trzy lata nie ruszając kończynami, by opuścić Long Beach i swoich fanów na zawsze 15 marca 2011 r.

Odszedł cesarz, a wcześniej książe (R.I.P. Pimp C) i z wielkiej czwórki od lat ubarwiającej rap niebanalnym śpiewem zostało dwóch; król Devin i generał Z-Ro. Nie dajmy odejść im na muzyczną emeryturę.

Old School Sprite

Wygrzebałem bardzo ciekawą rzecz. Wiecie, że w ubiegłym tacy wielcy hip-hop'owcy tacy jak: Pete Rock, C.L. Smooth, KRSONE, M.C. Shan reklamowali popularny napój sprite? Nie wierzycie? Przekonajcie się sami!



PS. Czy wiecie, że skrót KRS-ONE można tłumaczyć jako "Knowledge Reigns Supreme Over Nearly Everyone" (Wiedza Panuje Niepodzielnie Niemal Nad Wszystkimi).

Internet jednak jest kopalnią wiedzy i ciekawostek, trzeba tylko wiedzieć jak to wykorzystać.

Makłowicz o marichuanie

sobota, 19 marca 2011

Słowa Mają Moc... Obraz również

Oglądając kolejny teledysk rapowy na jojtubie uderzyła mnie w głowę myśl "czemu fabuła tego klipu jest taka gówniana". Zastanawiam się skąd ten trend na tak beznadziejne teledyski. Czemu ludzie w ostatnich czasach lubią pokazywać groźne miny zamiast uśmiech na twarzy, czemu lepiej jest nakręcić dzieci w kominiarce niż dzieci śmiejące się na placu zabaw, dlaczego fajnie jest ubrać się w fartuch rzeźnika lub wziąć klamkę (sztuczną lub prawdziwą) i usiąść na skórzanym fotelu, a nie jest fajne zarejestrować hip hop'owy jam, gdzie wszyscy trzymają pięści uniesione ku górze na znak pokoju i pojednania. Przecież hip hop to uliczna kultura, która od zawsze miała łączyć i wyciągać ludzie z biedy, getta, całego tego gnoju. Czemu niektóre osoby wolą taki właśnie obraz pokazać na swoich video klipach. Przecież nakręcić setny numer w klubie gdzie jakieś dziewczyny z castingu z ulicy wiją się przed kamerą, bo dla nich to jest lans, może niemal każdy. Tak samo każdy może zarejestrować zdjęcia gdzie na podwórku pije piwo lub pali lole z ziomeczkami. Kurcze, gdzie te czasy gdzie pokazywało się jakieś wartości w klipach. Gdzie Hip Hop Hooorey, gdzie Can I Kick It. Jak ja tęsknie za takim klimatem. Oczywiście nie mówię, że takich numerów się w ogóle nie robi. Absolutnie nie. To co zrobił ostatnio Leszek do numeru "Jam" jest mega pozytywnym zaskoczeniem. To jakie klipy robi Stylowa Spółka Społem (przesiąknięta do reszty pozytywną, starą szkołą rapu) jest czymś niesamowitym. I o taką pozytywną energię chodzi. Czemu powstaje tak mało wideo w tym stylu? Gdyby było więcej takich promówek, może ludzie którzy nie siedzą w hip hop'ie zaczęli by naszą kulturę odbierać bardziej pozytywnie. Sami Dla Siebie powinniśmy nakręcać bardziej pozytywnie, a nie robić groźne miny. Gdzie bboy's? Gdzie dj's? Where is writer's? Czemu mc's są na pierwszym planie, a potem długo, długo nic. Przecież hip hop zaczął się od osoby dj'a. Przecież bboy'ing daje niesamowitą energię. Przecież graffiti działa na zmysł naszej estetyki. Pokażmy to, a nie strójmy złowrogie miny i pokazujmy ile to mamy różnych ciuchów w szafie. Bo w USA to niektórzy tylko raz zakładają parę butów czy skarpet...

środa, 16 marca 2011

Nate Dogg nie żyje

We wtorek 15 marca 2011 zmarł Nate Dogg - jeden z bardziej charakterystycznych i utalentowanych raperów z USA. Bliski przyjaciel Snoop Dogg'a i Warren'a G. Nate potrafił niesamowicie wyśpiewać każdy refren, brał udział z niezliczonych hitach i klasykach. Zmarł mając 41 lata. W tym momencie nie wiadomo zbyt wiele na temat jego śmierci. Wiadomo tylko, że w poprzednich latach Nate Dogg miał dwa zawały.

piątek, 11 marca 2011

Eldo - Jam [Video]

W sieci premierę ma klip do numeru "Jam" z ostatniej płyty Eldoki. Sam w sobie kawałek jest wręcz rewelacyjny, świeże brzmienie, czyste flo. A to w jaki sposób został zmontowany teledysk do tego numeru, nie pozostawia żadnych wątpliwości. Mistrzostwo! Oddaje wielki szacunek ludziom od montażu.

wtorek, 8 marca 2011

Aloha Cafe 12.03.2011

W najbliższą sobotę zapraszam na krakowski Kazimierz, gdzie w Aloha będę miał przyjemność serwować muzykę. Najprawdopodobniej, tak jak ostatnio, będzie moc funku. Choć bardzo mnie kusi grand-papa-rapowy set, i najprawdopodobniej taki też będzie miał miejsce na imprezie. A ptaszki ćwierkają, iż na podłodze uświadczymy kilogramy piasku, aby każdy obecny mógł poczuć się jak na plaży.

poniedziałek, 7 marca 2011

Brak czasu

Trochę zaniedbałem tego bloga. Cóż, prosta rzecz - brak czasu. Swoją drogą zauważyłem, że im większe miasto tym dzień trwa dłużej. Fakt, na przemieszczenie się z punktu A do B potrzeba nam pół godziny - godzinę, a nie 15 minut. Ale nie wiem czy to tylko sprawa odległości.

Swoją drogą muszę wyrzucić z siebie pewną kwestię. Mianowicie, wkurwia mnie na maksa kiedy ludzie nie umieją korzystać z ruchomych schodów. To, że same nas wiozą w górę lub w dół, to nie znaczy że należy sobie robić piknik na całej szerokości schodów. Na całym świecie jest przyjęta zasada (ale oczywiście nie w Polsce), że jeżeli chcesz jechać stojąc, ustawiasz się (a wręcz przytulasz się) przy prawej poręczy, tak aby z lewej strony osoba, której się śpieszy mogła cię ominąć. Kurde, żyjemy w takich sprawach, że trzeba się wszędzie śpieszyć. Człowiek rano wstaje spóźniony (do pracy, na uczelnie, na spotkanie), bo oczywiście wczoraj melanżował do 3 w nocy. Wychodzisz z domu i oczywiście spóźnia się autobus/tramwaj. Zapierdalasz jak głupi, i na ruchomych schodach oczywiście wszyscy zadowoleni stoją sobie na całej szerokości uśmiechając się, że nie muszą nawet dupy ruszyć o centymetr (a później tyjemy, noż kurwa jakie zaskoczenie) bo metalowy robot ich podrzuci. Oczywiście ty, spóźniony o lata świetlne, chętnie być przebiegł obok, no ale się nie da. I cholera wie co zrobić, przepychać się, chrząkać, wyjebać przez poręcz. Nie, stoisz ze stadem baranów, które najchętniej zapuściłoby korzenie jeśli jedzenie przyszłoby pod sam nos.