Iść w melanż jest niezwykle prosto w dzisiejszych czasach. Człowiek jest młody, ma znajomych, ze szkoły, ze studiów, z pracy, z imprezy, chuj wie skąd. I każdy lubi dać w palnik z ekipą. Przychodzi weekend czy coś, a i często na tygodniu się wali gaz, no bo tak wyszło. I to nie jest sztuką. Sztuką jest odmówić, gdy cię namawiają na tzw. "melo na zero". Sztuką jest iść do domu ze świadomością, że wszyscy piją, jest sobota a ja wracam do domu. I sztuką jest w ten piękny (aka przejebany) wieczór napierdalać. Napierdalać projekt, ćwiczyć skille w zajawce. Robić muzykę, ćwiczyć riffy, ogarniać tutoriale, malować obraz, pisać książkę. Robić coś, za co dostaniesz szacunek w przyszłości. Szacunek za dobrą płytę, za świetną książkę, za przejebany projekt graficzny itp. Szacunek, który będzie tkwił w głowie przez dłuższy czas niż wspomnienie o zajebistym melanżu, na którym to ziomek się porzygał.
Dobra, spierdalam robić klip. Hoł!
SSCURWIEL
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Coś w tym jest.. Eeeeeee, ale jako zwykły fan melanżów powiem: nie pierdol.
OdpowiedzUsuń